„Widok z nieba” Clara Sanchez

Patricia ma wszystko, czego dusza może zapragnąć – bogactwo, willę na przedmieściach, przystojnego męża i kochającą rodzinę. Dodatkowo jest modelką, której kariera dopiero, co rozkwitła, więc nie może być nieszczęśliwa. Nie może, prawda? A jednak Patricia nie wierzy sama sobie mówiąc jak wielkie szczęście ją w życiu spotkało. Clara Sanchez zaprasza nas w świat blichtru młodej, odnoszącej sukcesy modelki i pozwala zajrzeć do jej świadomości – książka jest zapisem strumienia myśli głównej bohaterki, która pod wpływem zbiegu nieoczekiwanych wydarzeń rewiduje swoje dotychczasowe życie. Osobą, która ją do tego popchnęła jest ekscentryczna Viviana, spotkana przypadkowo podczas niespokojnego lotu z New Delhi do Madrytu. To właśnie od niej Patricia dowiaduje się, że ktoś pragnie jej śmierci.

Z początku myśl, że ktoś może chcieć jej śmierci wydaje się absurdalna, ponieważ jest kochającą siostrą, córką, która wspiera rodziców, żoną dbającą o karierę męża artysty oraz najjaśniejszą gwiazdą agencji modelek. Zaczyna jednak mieć wątpliwość, że życie jest takim, jakim je dotychczas postrzegała. Od tego momentu razem z główną bohaterką prowadzimy dochodzenie poszukując osoby, która może chcieć jej śmierci; a w świecie pełnym intryg, świecie modelingu okazało się, że mamy cały wachlarz podejrzanych. O ile na początku powieści Patricia rzeczywiście żyje jak w niebie, o tyle na końcu okazuje się, że uwiła sobie gniazdko na przeciwległym końcu, w sąsiedztwie Lucyfera. Zstępując z chmur i spoglądając na swoje życie z innej perspektywy Patricia postanowiła zawalczyć o siebie, za co zapłaciła najwyższą cenę: „zła strona bycia świadomym pewnych rzeczy, jest taka, że bierzesz na siebie odpowiedzialność za swoją wiedzę. To straszne. Lepiej być ignorantem.”

Początkowo miałam wrażenie, że powieść będzie zapisem myśli zepsutej dziewczynki, która swoje błahe problemy rozwiąże z pomocą szamanki o wątpliwej mocy, ale okazało się, że opowieść Patricii z elementami kryminalnej zagadki pochłonęła mnie bez reszty. Nawet Viviana, czyli owa szamanka znalazła się na marginesie mojej akceptacji, głównie za sprawą Patricii, która również podchodzi do niej z rezerwą. Chociaż powieść w pewnym momencie zaczęła iść w przewidywalnym kierunku, to autorka zręcznie odwraca uwagę czytelnika wprowadzając liczne zwroty akcji oraz wątek ciemnej strony biznesu mody. Najbardziej w całej powieści zawiodła mnie kreacja Eliasa – mąż głównej bohaterki jest postacią pozbawioną charakteru, płaską i przewidywalną. Dodatkowo narratorka trzyma go na uboczu głównego wątku, co w gruncie rzeczy dużo mówi o relacjach Patricii ze swoim mężem. Jego pierwsze a jednocześnie ostatnie zdanie niebędące pustą frazą pada dopiero, kiedy główna bohatera zdziera z jego twarzy maskę obłudy, w którą, co przewrotne, sama go ubrała.

Clara Sanchez w swojej najnowszej powieści „Widok z nieba” pokazuje nam jak łatwo a zrazem niebezpiecznie jest żyć w iluzji oraz jak trudno znaleźć prawdziwe szczęście. Jednakże: „Ten, kto się nie trudzi, szukając, nie ma prawa znaleźć.”


Reklamy