Muzyczny listopad

Chociaż o listopadzie już dawno nie pamiętamy, oto w środku grudnia nadchodzi muzyczne podsumowanie listopada – niewczas jak na niepiszącego pisarza przystało.

Największym zaskoczeniem okazał się zespól Lolawolf. Zupełnie przypadkiem odkryłam, że córka Lennego Kravitza – Zoë, śpiewa w zespole o tejże wdzięcznej nazwie i robi to bardzo dobrze. Razem z dwojgiem przyjaciół zdążyli już nagrać EP inspirowane latami 80., przejść totalną zmianę stylu i wydać najbardziej nieprzewidywalny album 2014 roku „Calm Down”. Krążek został nagrany w duchu hip-hopu i R&B z lat 90., ale z silnie odciśniętym charakterem zespołu. Muzyka tworzona przez Lolawolf jest minimalistyczna, abstrakcyjna i bezpretensjonalna – widać, że zespół nie tworzy pod publikę, o czym świadczy też fakt, że nie związali się z żadną wytwórnią. Nie mają nawet strony na Wikipedii – ależ niemainstreamowo!

Pozostając przy dzieciach sławnych rodziców, kolejną niespodziankę zgotowały utalentowane bestie Willow i Jaden Smith. Chociaż, z całą pewnością, wychowują się w blichtrze, przepychu i opływają w pieniądze, to ich muzyka daleka jest od tej celebryckiej papki. Razem tworzą dojrzałą i nowoczesną muzykę, często o onirycznym charakterze. Willow wykazuje się nadzwyczajną jak na 14-latkę wrażliwością, a Jaden ma oryginalny styl (pozostaje mieć nadzieję, że skupi się na muzyce, a nie będzie brał się za kolejne filmy („1000 lat po Ziemi”)). Niżej kawałek, który ukradł mi kawałek serca „Melancholy”, na podkładzie od Pink Floyd (sic!).

Jesień sprzyja melancholii, ale Theophilus London skutecznie mnie z niej wytrącił swoim energetycznym singlem „Tribe”! Mój ulubiony hipstero-hiphopowy śpiewak wydał w listopadzie drugiego w swojej karierze long pleja „Vibes”, którego promuje taneczny kawałek „Tribe”. W utworze maczał też palce Jesse Boykins III – tekściarz, producent i wykonawca tworzący nowoczesny soul i r’n’b przesiąknięte elektroniką. A teraz słuchać i tańczyć!


Reklamy