Bóg rodzi się w mózgu

Éric-Emmanuel Schmitt jest autorem o usankcjonowanej pozycji na rynku rynku książki. Moje serce, jak i zapewne większości czytelników, podbił wzruszającą historią opisaną w książce pt. „Oskar i Pani Róża”. Jednak jak każdy pisarz, także Schmitt musiał kiedyś zadebiutować, a wydarzyło się to w 1994 roku z pomocą pozycji pt. „Sekta egoistów”. Po 21 latach książka doczekała się polskiego wydania.
Tytułowa sekta egoistów to grupa wyznawców doktryny filozoficznej opartej na założeniu, że życie jest snem, który samodzielnie kreuje człowiek, a zastana rzeczywistość wynikiem indywidualnego postrzegania świata. Przywódcą i twórcą grupy jest tajemniczy Gaspard Langenhaert, o którym nie wiadomo nic więcej. Nic więc dziwnego, że główny bohater, badacz filozofii i językoznawstwa znudzony swoimi obowiązkami kompletnie poświęca się rozwikłaniu zagadki istnienia sekty egoistów i jej twórcy. Lakoniczne wspomnienia o Gaspardzie w literaturze, a szczególnie brak konkretów jedynie napędza naukowca w poszukiwaniach doprowadzając do obsesji. Koniec końców główny bohater odnajduje teksty o wątpliwej wierności wobec historii oraz starszego pana z taką samą, a nawet większą fiksacją co on. Z dalszych poszukiwań wynika, że sekta egoistów była raczej luźną grupką ekstremalnych indywidualistów, którzy nie mogli wspólnie pracować. Każdy z nich wierny filozofii egoistycznej, sądził, że to on jest najważniejszy, on ma rację i to on tworzy rzeczywistość. Opuszczony Gaspard oddał się zgłębiania swojej filozofii, przeżywając wzloty i upadki, pozostał jej jednak wierny do końca, dochodząc do takiego ekstremum, iż ogłosił się Bogiem. Ta wesoła nowina, którą zapragnął podzielić się z ludźmi, spowodowała serię groteskowych wydarzeń.
Chociaż fabuła może wydawać się banalna, to odnoszę wrażenie, że autorowi nie na fabule zależało najbardziej. Główną rolę odgrywa tutaj tajemnica istnienia, bądź nie istnienia postaci Gasparda. To szaleńcze, a wręcz obsesyjne pragnienie odkrycia prawdy jest tutaj głównym bohaterem, które w zaskakujący sposób łączy ze sobą Gasparda, naukowca-seniora oraz głównego bohatera. Mnogość pytań jaka rodzi się w umyśle czytelnika tylko pozornie zostaje bez odpowiedzi. Autor zostawia je otwarte, aby każdy czytelnik zgodnie ze swoim indywidualnym postrzeganiem mógł rozwiązać zagadkę sekty egoistów.

Reklamy

Szkiełko i oko

Do książki Radka Kotarskiego „Nic bardziej mylnego” podeszłam z dużą rezerwą, ponieważ miałam wątpliwości czy autor zaskoczy czymś takiego miłośnika ciekawostek jak ja. Na szczęście twórca „Polimatów” okazał się być doskonałym śledczym mitów z licencją na ich obalanie. Drżyjcie starożytne piramidy, Napoleonie drżyj w zaświatach również, ponieważ Radek Kotarski nadciąga i ustawia naukę do pionu. Nadszedł koniec mrzonek o bonusowym białku zjadanym w nocy i bezszelestnym strzale z pistoletu.

Kto pomyślałby, że fakty poznawane w szkole, oczywistości powtarzane z pokolenia na pokolenie, a nawet pewniki utrwalone w społecznej świadomości mogą być nieprawdziwe. Historia znajduje się w końcu pod baczną opieką naukowców, którzy chętnie obalą nieprawdziwe informacje, oczyszczą z zarzutów niewinną osobę, oddadzą sprawiedliwość uciśnionym. „Nic bardziej mylnego!” jak powiedziałby Radek Kotarski, strzelając argumentami niczym z kałasznikowa. Autor w swojej publikacji uprawia istną pracę u podstaw obalając mity chętnie powtarzane w szkolnych podręcznikach oraz głęboko zakorzenione w mass mediach. Podpierając się obszerną bibliografią, a także badając przyczyny postania błędnej informacji Kotarski prowadzi wywód na najwyższym merytorycznym poziomie. Jednak nie obawiajcie się, że autor zmienił się w nudnego belfra. Kotarski każdy wątek okrasza zabawnymi porównaniami, a narracja w książce lekko i przyjemnie prowadzi nas od deski do deski.

Napisana paranaukowym i przystępnym językiem książka jest pozycją obowiązkową dla każdego, kto nie boi się ataku autora na fundamenty swojej wiedzy o świecie oraz dzieciństwo. Tak, Radek Kotarski bezwzględnie traktuje nie tylko dzieje świata, popkulturę, historię polski, świat zwierząt, ale zasadza się także na nasze dzieciństwo! Moje akurat uratował i już dłużej nie będę siebie postrzegać jako morderczynię piskląt.