Uwierz w ducha

Dla w pełni sprawnego człowieka rozdzielenie osobowości od ciała wykracza poza jego wyobrażenie. To nasze „ja” jest nierozerwalnie złączone z naszym ciałem, a następnie z tym jak poruszamy się, co mówimy, a nawet z tym jak ubieramy się. Od decyzji, co dzisiaj zjemy na śniadanie, po decyzję czy dopuścić się rękoczynów na kierowcy, który zajechał nam drogę – to wszystko są nasze wybory, w które wkładamy cząstkę siebie i które nas kreują. Tak jak my nie możemy sobie wyobrazić życia bez codziennych małych i duży decyzji oraz czynności, tak Martin nie potrafił zrozumieć, że ciało, na które spoglądał, wychudzone nogi leżące w zasięgu wzroku i reszta otaczających go mięśni, należy do niego.

Martin odradzał się ponownie wielokrotnie. Jedno z takich narodzin nastąpiło w wieku 16 lat, kiedy to po 4 latach spędzonych w nicości znów zaczął odbierać bodźce świata zewnętrznego. Najpierw dostrzegł promienie słońca, później usłyszał dźwięki, ale za każdym razem ciemność go zabierała spowrotem. Kiedy w końcu odzyskał swoją świadomość na własność przyszedł z nią także wielki ciężar odpowiedzialności.

Martin Pistorius w książce pod tytułem „Chłopiec duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia” opisuje historię swojej choroby. Jakiej? Na to pytanie nie znaleźli odpowiedzi nawet lekarze. W obliczu, gdy kolejno wszystkie funkcje ciała zdrowego 12-letniego chłopca odmawiają posłuszeństwa, aż dziecko zmienia się w „roślinę”, lekarze oprócz rozkładania rąk, mogli jedynie stwierdzić, że chłopiec cofną się w rozwoju i obecnie rodzina powinna się przygotować na jego rychłą śmierć. Mało optymistyczna wizja, jednak udręka, jaką przyniosło jego rodzinie uparte i wciąż tlące się w Martinie życie, zdominowała ich codzienność do tego stopnia, że słowo śmierć zaczęło się równać wyzwoleniu. Choroba Martina okazała się tak samo dużym, jeśli nie większym ciężarem dla jego rodziny, co dla niego. To oni poświęcili swój czas i kariery zawodowe aby opiekować się swoim synem, ponieważ dopóki Martin żył, dopóty żyła nadzieja. Chociaż przysłowie „nadzieja matka głupich” wielokrotnie musiało się pojawiać w głowach rodziców, to pomimo kilku załamań, próbie samobójczej i jawnemu przyznaniu się, że Martin powinien już umrzeć, nie pozwolili zgasnąć nadziei zupełnie. Euforię, niestety stłamszoną przez lekarzy, przyniosła rodzinie wieść o tym, że ich sparaliżowany syn potrafi się uśmiechać i kiwać głową. W rozwoju Martina był to kamień milowy, który lekarze zupełnie zbagatelizowali, twierdząc, że takie polepszenie stanu zdrowia często jest złudne i po raz kolejny przepowiedzieli Martinowi niedaleką śmierć. A chłopiec duch po raz kolejny udowodnił im, że się mylili.

Postrzępiona świadomość obudzona w Martinie musiała nauczyć się wielu, wydawać by się mogło, prostych rzeczy, zanim doszła do wniosku, że kluczem do wolności jest komunikacja. Otóż Martin obudziwszy się po czterech latach od totalnego paraliżu, otrzymał świadomość, która była stosem przypadkowych informacji. Nie wiedział, że jest właścicielem ciała leżącego dookoła niego, ale wiedział, że istnieje taki kraj jak Islandia, gdzie zimą jest całą dobę ciemno, a w lecie słońce w ogóle nie zachodzi. O sobie samym sądził, że jest chłopcem, więc bardzo się zdziwił, kiedy z zasłyszanych rozmów dowiedział się, że jest młodym mężczyzną, że ma rodzinę a to ciało przed nim, należy do niego. Po nitce do kłębka Martin dowiedział się wszystkiego o swoim stanie z rozmów, jakie odbywały się przy nim, ponieważ nikt nie zwracał się do Martina bezpośrednio. Był chłopcem duchem – chłopcem, o którego istnieniu w sparaliżowanym ciele nikt nie miał pojęcia.

Wielkim sukcesem osiągniętym dzięki sile własnego umysłu było dla Martina opanowanie uśmiechu i kiwnięcia głową. Przypadek zrządził, że znalazła się osoba, która w jego małych gestach dostrzegła nie człowieka bliskiego śmierci, o umyśle 5-latka, ale rozumną, dorosłą osobę próbującą nawiązać kontakt ze światem.

Jednak w prawdziwym życiu walka nigdy się nie kończy. Nie był to także koniec walki dla Martina, bowiem wraz z otrzymaniem wolności spadła na niego wielka odpowiedzialność – musiał zadbać o siebie i dowieść samemu sobie, że jest wolnym człowiekiem, a także podźwignąć ciężar swoich marzeń. Martin bez cenzury opowiada o demonach, jakie go prześladują oraz o tym jak ciężko jest nauczyć się samodzielności, nawet tej ograniczonej do samodzielnego myślenia. Na kartach powieści Martin przeżywa katharsis i pociąga za sobą czytelnika. Jego historia jest niesamowita – raz wzrusza, raz denerwuje, innym razem rozśmiesza, ale ani razu nie jest patetyczna. Każdy ją poznać aby móc spojrzeć na świat z innej strony, docenić swoją pełnosprawność lub po prostu aby zmotywować się do działania i uwierzyć w siebie.


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s